…Między wierszami

Bezcenne…

22.04.09. Noc. Kupiłem jednostkę do kolejnego projektu. Mógłbym rzec, że to bardzo ważny dzień w działalności firmy, gdyż… a nie ważne. Ale sam zakup nie wywarł na mnie tak wielkiego wrażenia jak ludzie, których poznałem. Były święta, parę dni wolnego. Dużo myślałem, zastanawiałem się nad wieloma rzeczami, nad firmą, kolejnymi projektami, zbliżającą się wystawą, moją „kochaną”. Jednak moje myśli ciągle krążyły wokół nowo poznanych ludzi. Widziałem się z nimi ok. godziny, lecz wrażenie jakie na mnie wywarli jest ogromne. Słuchałem, obserwowałem i czytałem ich. Pochłaniałem te chwile. Codzienne zmaganie z życiem umacnia mnie w przekonaniu, że nie ma ludzi bezinteresownych, robiących coś z pasji, nie myślących „…a co ja będę z tego miał?..”. To spotkanie, daje mi zajebistą inspiracje i wiarę, że to co robię ma sens i to, że są ludzie którym pasja wyznacza i daje sens życia. I to nie chodzi o motocykle czy rzeczy materialne, ale coś znacznie więcej, tego nie można wycenić. Ile kosztowała jednostka?….To nieistotne, dla mnie jest bezcenna. Dla ,mnie takie chwile są warte każdych pieniędzy. Każdych…


Już wiem…

26.04.09. Noc.
Orgazm, szczytowanie – moment najsilniejszego podniecenia płciowego i towarzyszącego mu równie silnego uczucia rozkoszy, będący finałem stosunku płciowego, aktu masturbacji bądź innej formy zachowania seksualnego. Orgazmowi towarzyszy szereg charakterystycznych dla tego momentu reakcji fizjologicznych organizmu, jak skurcze pochwy i dna macicy u kobiety, czy wytrysk nasienia i skurcz moszny u mężczyzny. Bezpośrednim efektem orgazmu jest zaspokojenie seksualne objawiające się odprężeniem ciała, ustąpieniem przekrwienia organów płciowych i psychicznym uczuciem błogostanu oraz spełnienia emocjonalnego. To jest definicja orgazmu z wikipedii, lecz czy oddaje ona choć w promilu rzeczywiste wrażenia jakich doznajemy w czasie wzajemnego fizycznego rozkoszowania się i tego co dzieje się z naszymi zmysłami? Moim zdaniem nie. Mógłbym napisać paro stronicowy raport z Mistrzostw Europy konstruktorów motocykli w Mainz, których byłem szczęśliwym uczestnikiem. Mógłbym to zrobić, ale nie zrobię tego, bo tak jak brak jest granic wyobraźni w budowaniu maszyn, tak brak mi słów by opisać i oddać choć namiastkę tego co me oczy ujrzały a zmysły odebrały. To jest inny świat i ja chcę tam być. Wchodzę w ten kolorowy sen bez pytania czy warto, czy opłaca się i czy dam radę. Zrobię wszystko by zostać tam na zawsze. Już nie szukam. Już znalazłem, Już wiem…

„…Wyczulony na piękno ze wzrokiem w noc
Wyśniłem mój bluźnierczy sen
Że nie czuje wstydu za mój los
Proszę by dobrze zrozumiano mnie
Rodzi się moc
Oto rodzi się moc
Czuję jak rodzi się moc
Wola istnienia pod pojęciem „Człowiek”…”

Słowa utworu „Wola istnienia” super zespołu Coma

Pozdrawiam
Tomasz


Ale jazda!!!

29.04.09. Noc. Już kilka dni „walczę” z jakimś programem do edytowania stron i k…a, nie daje rady wkleić fotek. Łatwiej jest mi zrobić jakieś „czary ze stali” niż umieścić foty na stronie ! Ale z racji, że jestem wybitnie upartą jednostką, to nie odpuszczam i uda mi się!!! Jak trzeba będzie to zapisze się na jakiś kurs webmajstra. Takie sytuacje zajebiście mnie nakręcają pozytywnie. W myśl powiedzenia „im trudniej, tym lepiej”. „Trza” brać się do roboty, nie jestem entomologiem i nie kumam tych „robaczków” ale kwestą czasu jest, że będą mi posłuszne. Ufffff…


Bleeeeee

30.04.09.póooooźna noc. Dzis nie dałem rady.Mam już dość. Idę spać. Jakie te robaki są odporne.Hmmm…albo ja jestem tępy.Sam nie wiem…Ale w tej dziedzinie jestem wybitnie cienki….Może jutro cos wymysle? eeeeeeeee………


Winner!!!!!!!!!!!!!!!!!

01.05.09. 21.17.Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeesssssssssst!!!!!!!!!!!!!! Pierwsza fota wstawiona,trochę mała ale teraz juz kumam i robaczki tresuje:):):) Chyba upiję się ze szczęścia:):):) Niezły burdel na mojej stronie,ale jeszcze chwila i tak wytresuje moje „robaczki” oraz zrozumiem ich mowę,że będę nawijał w html-u:) Człowiek renesansu,wszystkiego uczę się. Zastanawiam się, czego jeszcze będę musiał się nauczyć w trakcie rozwoju firmy.Ciekawe,że uczę się umiejętności nie związanych bezpośrednio z moją „szajbą”:) Wiem,że tak musi być i to tez zbliża mnie do celu.A zrobienie czegoś o czym nie ma się bladego pojęcia jest podwójnie smakowite:) Mniam… Kwestia czasu jak urodzę dzidziusia i dostanę nobla!!! Oczywiście metodą in vitro:):):)


B.E.T.H

07.05.09. 22.58.To jest nazwa rodzimej kapeli.I powiem,że to jest zajebista muza.Energetyczna i niezle podkręca mnie przy kręceniu śrubek i manualnych wariacjach ciężkim sprzętem w czasie zmiany molekularnej struktury stali wielogatunkowej.Uwielbiam tak zamknąć się w czeluściach firmy, podkręcić regulator, uderzyć muzą w zmysły i pozwolić odpłynąć im bez skrępowania i bez ograniczeń.”Wyrzygac” całą energie i wyczyścić umysł, zresetować się. Cisnąć młotkiem w ścianę,wyć,krzyczeć,poczuć sól na policzku i mieć wszystko w d…. .Jak Śpiewa Sweet Noise w utworze „Patrz” „…Jestem naiwny, prosty, infantylny i pierdolę to, że tak nie wypada, że to nie na miejscu. Szukam naturalnego stanu….” Jestem upośledzony i jest mi z tym dobrze,kocham ten stan. To jest mój azyl. Dzisiaj B.E.T.H. zawiesiło działalność.To zła wiadomość.Chłopaki nie róbcie tego!!!!!!!! Chleba!!!!!!


Żyje

16.05.09. 22.20.Czuję, że żyje. Od kilku dni czuje, że żyje na 1000%. Czuje każdą cząstkę mego ciała. Czuje jak każda z nich pracuje zgodnie i w jednym tempie i jak powoli doprowadza mnie do stanu w jakim byłem tylko kilka razy. Czy przyjdzie „Ona” do mnie jeszcze kiedyś? Nie wiem… Nie wiem co to za stan,jak go nazwać, ale wiem, że to cos innego, czego kiedyś nie odczuwałem. Pierwszy raz był parę lat temu. Wtedy poczułem niepokój, czułem lęk przed czymś „nowym”, nie znanym. Zamykam oczy i widzę to miejsce i ten czas. Magiczny czas. Teraz tego pożądam, tak bardzo. Mimo, że czasem to jest dość niebezpieczne. A może tym bardziej…Chyba tak…Tym bardziej. Doznałem tego w czasie jazdy samochodem i to było niebezpieczne ale jakże podniecające.Odpłynąłem… Nie zatrzymałem się. Nie czułem leku, lecz fascynacje. Jak małe dziecko, chciałem by to trwało jeszcze i jeszcze. Nie potrafię tego kontrolować ani sam wprowadzać się w ten stan. Dawno mnie odwiedziłaś, bardzo dawno… czekam cierpliwie w mojej niecierpliwości. Moje 1000% i „Ty”. Proszę…przyjdź… zabierz mnie do siebie i daj mi Twą siłę…
Głupi,mądry,inteligentny,rubaszny,wulgarny,infantylny,płytki,zabawny,wesoły,ponury,brutalny itp. Jaki jestem? Nie wiem…to nie istotne. Nie ważne, to tylko słowa. Opisujące incydentalnie człowieka.

„…nie ma nic
nie ma we mnie nic
nie ma nic poza mną
oprócz smaku ukojenia
…nie ma nic”

Słowa utworu „Azyl” zespołu B.E.T.H


Bitwa o…

Czas nieistotny. 26 marzec, wyjazd na Mistrzostwa Europy konstruktorów motocykli do Mainz. Ten wyjazd to była w pewnym sensie bitwa. To dużo więcej niż „wyjazd na zawody”. I bynajmniej nie mam na myśli to całe „szoł” i imprezę. To coś dużo bardziej osobistego i dotykającego sfer emocjonalnych. W każdym bądź razie, dopiero po pewnym czasie zdaje sobie sprawę jak wielkie znaczenie ma ten wyjazd, na to co mnie otacza i mój odbiór pewnych aspektów rzeczywistości. Tą bitwę wygrałem, ale wiem, że, to jeszcze nie koniec mojej walki. „To” ma kurewsko wielką moc, a ja uwielbiam wyzwania i podejmuję tę walkę z wszelakimi jej konsekwencjami. Tak bardzo chce wygrać i powiem, że jeszcze nigdy nie miałem tak wielkiej motywacji by tego dokonać. Jeszcze nigdy tak bardzo nie pragnąłem zmienić tego stanu. Wiem, że cena jaką zapłacę za wyzwolenie się z tych kajdan będzie ponura, zapłacę ja z uśmiechem duszy i zaciśniętymi, słonymi ustami. Zapłacę każdą cenę, nawet tą najwyższą. Wojna będzie długa, lecz wygram ją… „Per aspera ad astra”. Zrobię to by kiedyś pojechać do….:) Choć na chwile… powiedzieć Dzień dobry i zabić czas… cdn.


Nie-droga…

Pracowałem parę lat jako nauczyciel, byłem instruktorem w klubie fitness, bawiłem się w politykę, byłem statystą w filmie, skończyłem studia z tytułem magistra, ukończyłem studia podyplomowe o tematyce środków pomocowych z UE, prowadziłem amatorską drużynę siatkówki, kilkanaście lat uprawiałem sport wyczynowy. Obecnie buduje motocykle. Co będę robił „jutro”, nie wiem. Czym bądź kim jestem? To nie istotne. Ważne kim się czuje. Człowiekiem…Tak chce być człowiekiem, człowiekiem bez zasad i norm. Bez etykietek, tytułów i ideałów. Bez zahamowań i prób zrozumienia czemu jest tak a nie inaczej. Nie chcę żadnych drogowskazów i instrukcji obsługi życia. Już nie walczę ze światem i ludźmi, już nie staram się naprawiać świata. Już nie chcę napierdalać się do bólu z życiem i rzeczywistością w imię bezwartościowych sloganów. Lecz wiem czego chce. Chcę by moje życie to nie była droga ,z której boimy się zejść by nie stało się coś złego. Chcę by to była bezkresna łąka po horyzont, a każdy zielony krok odkrywał mi jego tajemnice,bez próby jej zrozumienia. By celem w życiu było samo życie i nic więcej. Bo co to jest życie? Praca, kasa, sława czy może rzeczy materialne, które kradną nam nas samych, zmieniając nas w bezbarwne i bezduszne maszyny. W pogoni za życiem gubimy się w sobie…Za tydzień, za miesiąc, za rok…Planujemy, kreślimy plany na przyszłość i żyjemy nimi w nadziei, że to będzie coś wyjątkowego…Rozczarowanie, zagubienie, to nie tak miało być…Ja wiem jedno, żyje tylko tu i teraz. Nie za dwie godziny, jutro czy kiedyś. Jeśli nie żyję chwilą to czym żyję? Przyszłością, planami, perspektywami…To nie jest życie ale iluzja życia. Jutro nadejdzie i nie mam na to wpływu. Wiec gdy już nadejdzie i będzie mi dane jej dożyć to będę się nią delektował. Lecz nie teraz. Teraz jest dziś, tu i teraz i tylko to jest istotne. Nie chce być zakładnikiem kalendarza. On i tak ma na nas wielki wpływ. W nim będzie zapisany nasz początek i koniec. Lecz ja nie chce by był pierwszoplanowa postacią w teatrze moich marzeń. Scenariusz pisze samotnie i samotnie gram, tak jak tego chce i jak czuję siebie. Nie oczekuje oklasków i ocen. Wystarczy mgnienie oczu…bez słów…

„Wszystko, czym jesteśmy, to rezultat tego, o czym myśleliśmy i myślimy”

Budda


Słony smak emocji

28.05.09 Noc.Czasem płaczę, czy wstydzę się tego? Nie…Co to jest wstyd? Nie wiem…Czy można wstydzić się siebie i własnych reakcji na otaczającą nas rzeczywistość? Czy reakcje na rzeczywistość powinny być zgodne z normami społecznymi? Czy łzy są oznaką słabości charakteru, wrażliwości czy może bezradności? A może otwartości umysłu, znakiem szczęścia i pełna akceptacja siebie ze wszystkimi ułomnościami naszego ciała i umysłu? Czy płaczący facet to synonim porażki, słabości i bezradności w zmaganiu się z codziennymi problemami? Czy to oznaka mentalnego wyzwolenia z tego całego gówna, które nas ogranicza i nie pozwala być sobą? A może męskie łzy to tylko łzy i nic więcej?…baksalala…chłopaki nie płaczą…taki duży a płacze…Od małego, ludzie wokół wpajają nam zasady i normy, jakieś wzorce zachowania. Szkoła, praca, telewizja, radio i wszyscy wokół nas posługują się jakimiś zasadami biorąc je za własne. Na ile są one nasze a nie tych którzy nam je „wkładają w usta” przez całe życie? Czy ktoś rodzi się np. homofonem lub rasistą? Czy każde odstępstwo od zasad i norm musi być napiętnowane przez tych, którzy tymi zasadami kierują się na co dzień? Co to są granice tolerancji i kto je ustala? Czy bycie sobą i odstępstwo od tego systemu jest be? I tak człapiemy przez życie z dnia na dzień, objuczeni bagażem wszystkich ludzi, którzy odcisnęli swoje piętno na naszym postrzeganiu rzeczywistości. Jak papugi, powtarzamy slogany i inne bzdury, mieniąc się i pusząc jacy to jesteśmy kurewsko inteligentni i mamy zdanie na każdy temat. O kurwa jakie to szlachetne i indywidualne. Gotowi prać się po mordzie w obronie „własnych” zasad. Czy mi to przeszkadza i utrudnia życie? Ależ skąd, mnie to bawi bądź jest kompletnie obojętne.. Czemu tak? Gdzie tkwi sekret…To świadomość. Jak powiedział M.Goodman „człowiek staje się tym co myśli”, a myślę, że to wszystko jest mi zbędne i życie bez tego jest piękną podróżą bez względu na pogodę. A nawet jak pada to pięknie pada. Powoli staję się przeźroczysty, nie systematyczny, asymetryczny, hipertroficzny. Przestaje reagować na tą machinę zależności międzyludzkich, nasączonej tak wielka dawką destrukcyjnych emocji.. Ich uścisk jest coraz słabszy. Każdego dnia, buduje własny wszechświat, gdzie zmysły odmierzają czas. Nieregularnie. Idę rozebrany z bagażu doświadczeń, w przekonaniu, że każdy dzień jest najpiękniejszym dniem w życiu. Czasem upadam, lecz wstaję i nadal podążam przed siebie. Już nie oglądam się przez ramię. To historia i jej nie zmienię, lecz mam szanse być dziś i jutro. I płaczę…Czemu? Bo chcę…tak po prostu…i świadomie…

„jedyny powód, dla którego ludzie nie mają tego, czego chcą, jest taki,
że częściej myślą o tym, czego nie chcą, niż o tym czego chcą”


Chcę mi się wyć!!!!!

30.05.09 Noc. Kurwa jak ja nienawidzę przegrywać sam z sobą. W przeciągu paru dni dwa wydarzenia, doprowadziły mnie prawie że do furii. Te chwile, gdy robię coś, przeciwko sobie, działają na mnie destrukcyjnie zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że mam tego świadomość. Z pełną świadomością, robię sobie krzywdę. I nie mam żalu do ludzi, bo większość z nich jest z natury zła i interesowna. Mam żal do siebie, że nie miałem tyle siły, by przeciwstawić się temu. Przeciwstawić… hmm… to nieprecyzyjne określenie. Zaufać wtedy, tylko sobie, to trafne określenie. Uczę się, jednak do tej lekcji trzeba jeszcze wrócić i odrobić bardzo sumiennie. Nigdy więcej, nie rób tego, głupcze! I mimo, że to są również emocje, to są ciekawsze i bardziej intrygujące rejony, obcowania z nimi w bezpośrednim kontakcie, niż takowe, powyżej opisane. Muszę i chce, pomóc sobie sam i nie dopuszczać do takich incydentów. W dużej mierze, problem ten powstaje z powodu nadinterpretacji. To słowo –klucz, do zrozumienia tej wrednej sytuacji. Bleeeee…Musze to „wyrzygać” z siebie, choć to nie jest takie proste…Wybiorę się na zakupy po „coś” obrzydliwie niepraktycznego:) To zajebisty pomysł:)

„Mamy prawo popełniać w życiu wiele błędów. Oprócz jednego: tego, który niszczy nas samych”

Paulo Coelho


Cisza i Ogień

08.06.09.Noc.Dzisiaj słuchałem jak zwykle muzyki. Czułem dziwny spokój, stan zajebistej równowagi umysłu. Małomówny, opanowany na zewnątrz a zarazem, wewnętrznie czułem jak moje zmysły są ostre jak brzytwa. Percepcja odbioru na innym niż zwykle poziomie. Dotykałem w myślach rzeczy, które jakiś czas temu były czystą fantazją, urojeniem i snem, który nie ma prawa zmaterializować się. Teraz wiem, że on nadchodzi i kwestia czasu jest jak będę go „śnił z otwartymi oczami”. Sen zwany życiem, ma każdy z nas, lecz nie każdy chce, spróbować konsumować go z pełną świadomością, by nie był jedynie koszmarem, bądź bezbarwna podróżą przez życie. Ktoś pomyśli, „chore wynurzenia wariata”. Być może, ale niech zastanowi się chwile co jest takiego zajebistego w jego obecnym życiu, czy to jest to, co daje siłę by żyć, że bez tego nic by nie znaczyło. I nie chodzi o sprawy materialne bądź poświęcanie się dla kogoś. Każdy z nas żyje samotnie wśród tłumu ludzi. Czy w tej naszej samotności jest coś wyjątkowego?


Gdy sen staje się…

09.06.09. Wieczór. Odbieram pocztę. Otwieram wiadomość od dyrektora konkursu o Mistrzostwo Świata konstruktorów motocykli w Sturgis (Stany Zjednoczone), iż zostałem wpisany na listę uczestników konkursu. Bohomaz, złoty stolec, gówno, transwestyta, paskuda, pedał itp. To niektóre określenia mojej osoby oraz projektu jaki zbudowałem. Wszystkie one, padły ze strony rodzimych fanów motocykli. Lecz czy obrażę się na wszystkich bluzgających na mnie i motocykl który zbudowałem bądź będę próbował przekonać ich do tego co robię? Czy stać mnie na to by pozwolić sobie na kierowanie moimi emocjami i aktualnym samopoczuciem? By ktoś anonimowy wzbudzał we mnie złość bądź frustracje brakiem akceptacji tego co robię? Hmm….Zastanówmy się. Ktoś powie „ale zajebisty moto”- radość, inny „o kurwa ale gówno”- złość. Nie stać mnie na to i szkoda życia na szukanie poklasku u obcych mi ludzi. W związku z tym nie poświęcam nawet sekundy na te działania. Każdy może mnie nazwać kimś bądź czymś, mu się żywnie podoba, lecz to i tak nic nie zmieni. Stać mnie na to. Tylko moja akceptacja i samozadowolenie z tego co robię, liczy się,w ostatecznym rozrachunku. Czy żyjemy dla siebie czy dla innych? Reasumując, koło dupy mi lata, co kto sądzi o tym co robię i kim jestem. Ale stać mnie na to by robić to co chcę, bo zajebiście mnie to kręci i daje wielką satysfakcje. Czy jestem egoistą? Zabawna etykietka. I mimo, że jestem ex-belfrem to nie oceniam, już nie bawi mnie to. Obserwuje i nic więcej. A tak na marginesie, to poza krajem bardzo pozytywny oddźwięk dla projektu. Czemu tak? Hmm… to nieistotne…


085

11.07.09 Noc.Hmm…Co to za liczba w tytule? Czy to iloraz mojej inteligencji? A może obwód w pasie? A może brak jest przecinka i to jest długość mojego penisa? Aczkolwiek nawet gdyby tak było, to nie jest część mojego ciała, która kieruje moimi poczynaniami i wywiera jakiś wielki wpływ na nie. Och, jak dużo nasuwa się myśli i to raczej dość niewybrednych w kontekście tego co tu wypisuje. No, ale to nie mój problem i bynajmniej nie spędza mi to snu z powiek. Wiec, co to za liczba 085? To numer startowy, jaki został przyznany projektowi w nadchodzących Mistrzostwach Świata w Sturgis. Czy polecę?…Hmm…To już nie jest takie istotne w tej chwili,choć w przyszłości napewno. To już się stało, to jest to, czego chciałem i w co tak bardzo wierzyłem. I mimo tego bólu, łez i wyrzeczeń, jakie usłały drogę do tego miejsca gdzie jestem, to wiem, że było warto, warto jak cholera!!! Jest jeszcze jedno „TO”, co obecnie ma,choć już coraz mniejszy, wpływ na moje poczynania, ale i to rozpłynie się niedługo. Pracuje nad tym systematycznie i z uporem, a przyznaje się „bez bicia”,iż uparty jestem kurewsko.Bardzo tego chce i uda mi się…A gdy to się stanie to już nic mnie nie powstrzyma. Tylko czas… A teraz nadeszła pora na kolejne kroki, by projekt Steel Creations maksymalnie rozpostarł skrzydła i obrał zakładany kierunek, jaki mu został wyznaczony jakiś czas temu. To już blisko… By niemożliwe stało się możliwe…Niepoprawny optymista bądź fantasta?… Eeee, ja tylko żyje…

„Wyobraźnia jest wszystkim. Stanowi zapowiedz nadchodzących atrakcji życia”

Albert Einstein


Po prostu

Koniec września. Długo nic nie pisałem, zupełnie bez powodu. Następny projekt rozpoczęty, powstaje powoli, lecz to jest bardzo przemyślany twór. Przemyślany ze względu na to, że ten projekt to świadoma realizacja i kontynuacja tego, co zrodziło w mym chorym umyśle po zbudowaniu Ćmy. Z jakich pobudek ona powstała? Na pewno nie po to by chwalić się, jakim to jestem zajebistym konstruktorem i karmić się licznymi pochwałami płynącymi ze świata i nawet czasem z krajowego podwórka. Zaproszenia na wystawy i konkursy? Nie, to nie to mną kierowało. To jest pewnego rodzaju pomnik i mój drogowskaz by robić w życiu to, co chcę i wyrwać się z tego gównianego systemu zależności i powiązań międzyludzkich. By zmierzyć się z ta wielką i mordercza falą krytyki w stosunku do kogoś, kto nie chce wpisywać się w szarość życia. „…po chuj ty to robisz..”,”…to nie ma sensu..”,”.. weź się do roboty i zarabiaj pieniądze..” to były słowa często słyszane przeze mnie w ten czas. To próba udowodnienia sobie, że jeśli czegoś chce to zrobię to mimo wszystko. Bo w dupie mam powiedzenie że „najlepiej uczyć się na cudzych błędach”. Jak dla mnie to tylko puste zdanie bez wartości. Jak dla mnie to są one nieodłącznym elementem rozwoju i postępu. Chcę je popełniać i chce je czuć. To one dają zajebistą motywacje i inspiracje do życia, pięknego życia. A z drugiej strony, czy jeśli robię coś dla siebie nie patrząc na konsekwencje czy popełniam błąd? A może to nieodparta chęć życia na swój sposób, nie szukając akceptacji . To niepohamowana rządzą by wycisnąć życie jak cytrynę, do ostatniej kropli. Wyciskam…Prawie wszyscy oglądający „na żywo” ćmę zadają mi pytanie „…czemu nią nie jeździsz?”. Czemu? Hmm….po pierwsze, musiałbym zmodyfikować ją i przystosować do jazdy na warunkach prawa o ruchu drogowym. To nie ma sensu!!! A po drugie ona już swoje zadanie spełniła a ja nie mam ciśnienia na jazdę Ćiemką. Ten rozdział jest już zamknięty. Po prostu. Ona nie musi „latać”, ale ja dzięki niej chce to robić.

„Wielu ludzi jest nieszczęśliwych jedynie dlatego,
że mają czas, aby zastanowić się nad tym, czy są szczęśliwi, czy też nie.”

George Bernard Shaw


Przesilenie

Ostatnimi czasy źle się czuje i co ciekawe nie do końca wiem czemu.. Czy to zmęczenie materiału, przesilenie jesienne czy po prostu idzie starość i dopada mnie kryzys wieku średniego? Fizycznie, po za bolącymi plecami, jest całkiem nieźle jak na pana w średnim wieku. Gorzej z głową. I tu coś szwankuje i tego do końca nie jestem w stanie określić. Choć wiem, że to kilka aspektów życia, złożyło się na ten mój obecny stan. Jednym z nich jest moja „kochana” która ostatnimi czasy daje mi lekcje pokory i daje do zrozumienia, że jeszcze długo droga by pożegnać ją bądź opanować w stopniu dostatecznym. A było już całkiem nieźle, a teraz?…No cóż….Chyba trzeba będzie wrócić do korzeni i wypróbowanych metod. Barbarzyńskich i niebezpiecznych ale i skutecznych. Czuję, że nadchodzi czas by zbliżyć się do granicy szaleństwa i obłędu, wrócić stamtąd żywy i zrobić to jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze……Boję się a to paraliżuje moje poczynania. Kurwa mać!!!!!!!!!!! Dewastuje mnie ona i nie umiem sobie z nią poradzić. Tak wiele rzeczy komplikuje się. A „ona” komplikuje mi wszystko nad czym pracuje i pojawia się w najbardziej nieodpowiednim momencie. Ale czuję, że zbliża się moment przesilenia i to wszystko minie. Mam tylko nadzieję, ze nie „minę” wraz z nią. I chce by ta chwila była początkiem końca obecnego stanu zmęczenia. Cóż mi pozostaje? Poszukać sposobu na wyjście z tego „niestabilnego” stanu umysłu i zrobić to jak najszybciej bo czas płynie. Nieubłaganie… Uzmysłowiłem sobie pewien czas temu rzecz fundamentalną – „ona” to ja. I mimo, ze jest częścią mnie to chce by umarła, odeszła tak po cichu, jak bezszelestnie pojawiła się dawno temu. Żyjemy sobie w nie-symbiozie, czasem ją kocham ale bardziej nienawidzę. Obojętność, to stan do którego dążę. Czy dam rade? Trudno powiedzieć, lecz broni nie składam. Nie poddam się nigdy! Nie potrafię i nie mogę…To natura… Wrrrrrrrrraaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!

„I niby wszystko jest
Tak jak powinno być,
Za chwilę zbudzi mnie
Szary świt,
Tylko, dlaczego ja
Z takim nieludzkim strachem
Nie potrafię….”

cytat z utworu Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków Super grupy Coma


…to „coś”..

Grubo po północy 25.09.09„Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych znaków”. Pewnie już ponad tysięczny raz te magiczne dźwięki dzieła zespołu Coma, bombardują mój umysł. Wprowadzają mnie w stan twórczego spokoju a myśli galopują. Jak Mustang Mach I. V8, jak to cudnie „bulgocze”. Tak jak bulgoczą, kipią i z prędkością pocisku, przemieszczają się moje myśli. Mimo, że siedzę i pisze te słowa, to one są wszędzie tam gdzie chce. Jakie to fantastyczne. Ludzie czują się „usatysfakcjonowani”, gdy mogą dotknąć lub zobaczyć swoje marzenia. Ale sama myśl o nich jest dla mnie czymś mistycznym. Droga do ich realizacji, ekscytująca. Ale wiem, że gdy już materializują się to czasami znikają. Przestają być marzeniami i staja się dniem, faktem. Uczę się nie gubić ich. Chcę zawsze być „w drodze”. I nie ważne co to jest, ale ważne by było. Zawsze mieć „coś” przed sobą i słyszeć w głowie te słowa „…Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków,
Niepożądane myśli, klęska wiary, fale strachu,
Z nieodwracalnym skutkiem burzą trwały senny azyl
I oto trzeba będzie dumnym krokiem iść bez twarzy…
W kolejny dzień.”


Bez komentarza

„… Myślę, że mógłbym stąd odejść i pędzić życie wśród zwierząt,
są tak pełne spokoju, tak pewne własnych granic;
Staje nieraz i przyglądam im się długo, bardzo długo:
Nie oblewają się potem i nie skomlą nad swoją dolą:
Nie zdarza im się leżeć bezsennie w mroku i płakać z żalu za grzechy:
Nie przyprawiają mnie o mdłości, roztrząsając swoją
Powinność względem Boga:
Żadne z nich nie jest niezadowolone –
żadnego nie doprowadza do obłędu mania posiadania rzeczy;
Żadne nie klęka przed innym zwierzęciem albo przed jego
rodem, choćby wywodził się sprzed tysięcy lat;
Żadne nie żąda dla siebie szacunku i nie zabiega o władzę nad całą Ziemia…”

Walt Witman „Pieśń o sobie samym”


Siła i …

„Prawdziwą rozkoszą w życiu jest istnienie dla celów, które uważasz za wszechpotężne…
Istnienie mające źródło w siłach natury, a nie w formie drżącej, bojaźliwej istoty, nękanej
przez dolegliwości i troski, która skarży się, że świat nic nie robi, aby uczynić ja szczęśliwą.”

George Bernard Shaw „Człowiek i nadczłowiek”


Zły …

Dzisiaj pojechałem po jednostkę do któregoś tam z kolei projektu. Silnik jak silnik. Ponad 100kg stali wszelakiej maści, bez emocji bo to tylko kupa stali i nic więcej.Pogoda „atrakcyjna” do jazdy, słoneczna. Biorąc pod uwagę, stan moich gumek w Miśce, to sprzyjająca. Wrzuciłem do cd-ka Quidam- super muza, progresywna. Chwile słucham , hmm…to nie to… jakoś „nie wchodzi” w głowę. Nie czuję jej ,tam w środku. Zmiana. Znowu ta…Ile razy można to słuchać!? Kiedy to znudzi się !? To trudne pytanie…nie wiem, zresztą to nie istotne. Jakieś roboty drogowe, światła, pali się czerwone. Słońce grzeje przez szybę. Zamykam się powoli, mimo powiek, wysoko uniesionych. Muza powoli, mimowolnie wdziera się do mózgu i powoli czuję ja wszędzie. Pulsuje w skroniach, tam w środku, żyje…. 7 minuta z hakiem….zaczyna się czas niemocy, pogrążam się w niej bezgranicznie, bez słowa. Czuje jak dźwięki pełzają po całym ciele, unosząc sierść mimowolnie, jak meksykańska fala, za chwile opada. Mam ochotę zresetować się. Wyczyścić myśli i wyrzucić z siebie nagromadzone pliki spraw codziennych. Wyrzygać to wszystko w rytmie….Ktoś jedzie walcem, ktoś podpiera łopatę, ktoś… Przychodzi refleksja…człowiek to największy pasożyt tej planety, dewastator i niszczyciel. Psychiczny i fizyczny morderca wszystkiego co znajduje się w jego zasięgu. Rzeczywistość jest piękna, lecz prawie każdy próbuje brutalną siłą „ulepić ją” na swój wzór, podłóg własnego wyhodowanego egoizmu. „Ktoś” dewastuje wszystko i wszystkich, którzy staną mu na drodze. Byleby jemu było dobrze, byleby zaspokoić swoje chore zachcianki i żądze. To choroba. Zżera naszą twarz i karmi nasze chore zmyślone światy, budowane siłą, nakazem i zakazem. „tak nie rób”, ”tego nie mów”, ”to niezgodne z zasadami” . Każdego dnia to „ktoś” pod maską „dobrego człowieka” próbuje zamontować nam siebie w imię „ogólnie przyjętych zasad i norm społecznych”, bo tak będzie nam lepiej. Tylko jest jedno małe ale. Ten „ktoś” to nie jest kurwa ja i nie siedzi w moim mózgu. Ten „ktoś” nie wie co ja czuję i co myślę. Ale „on” wie, wpierdalając się brutalnie w moje życie, co jest dla mnie dobre a co złe. Jeśli wie to czemu jest takim samym złym człowiekiem jak ja? Czemu próbuje wpajać mi swoje zasady, jak sam nie potrafi żyć? Czemu? Myślę, że każdemu człowiekowi wydaje się ma coś takiego co upoważnia go do bycia mesjaszem, zbawicielem świata. Ja tego nie mam i nie chce mieć. Pozbyłem się tego wraz z przeświadczeniem, że ludzie są dobrzy. Nigdy nie byli, nie są i nie będą. Tak jak ja…..”ani jedna droga nie prowadzi mnie powrotem w noc….chciałem zreperować świat, a oto widzę, że sam, jestem jednym z tych, cholernych drani i świń..”
Jeśli będzie kiedyś taka możliwość, to „zamontuje” sobie w głowie chip z muzyka, z jednym utworem…Bym mógł w każdej chwili przystanąć, zamknąć oczy i „umrzeć dla świata” na 14 minut i 12 sekund… WwwwwRrrrrrrrrrrrrrrrrAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Byłem tam …

Byłem tam kilka razy…Tam, na krawędzi…Wracałem za każdym razem. Obolały, poszarpany wewnętrznie zdewastowany. Mimo to wracałem, żywy. Jakiś „magnez” trzymał mnie tu, prostował mnie i pchał do przodu, przed siebie. Jakaś siła dawała energie, by podnieść się z kolan. To były brutalne i jakże „słone” lekcje mojej duszy i mózgu. Wtedy bałem się być sam. Minął czas jakiś i zrozumiałe jedno. Zawsze byłem, jestem i będę sam. Bez względu na wszystko co jest w zasięgu mego wzroku i myśli. Zawsze sam. Czasem mam takie myśli, czy nawet pokusy, by znaleźć się tam po raz kolejny. Myślę, że jeszcze tam zawitam. Czy aby tylko powrócę. Obym i w ten czas, znalazł siłę by nie zrobić tego ostatniego kroku. Boje sie siebie…


Coming out?

Miną rok od wysłania zgłoszenia na Mistrzostwa Europy w Mainz. Miną rok. Co się zmieniło? Ja. Tamten człowiek już nie istnieje, narodził się nowy. Jaki jest? To trudne pytanie…Na pewno inny, bardziej samotny. Jest, gdzieś tam. Mimo, że żyję teraz to czasem widzę siebie gdzieś w perspektywie. Ta perspektywa czasem zbliża się, czasem znika z oczu. Są chwile gdy ją czuje w ustach, wypełnia moje zmysły, masturbuje moje ciało, tak ultra brutalnie . Tak chciałbym „podłączyć się” do maszyny, która dałaby mi możliwość skonsumowania emocji bez limitu, bez ograniczeń ludzkiego ciała. „Wyjść” z ciała i odbyć taka zajebiście ekspresyjną wycieczkę po zmysłach. Wskakiwać do nich i doprowadzać się do skrajnych stanów umysłu, do bólu, do krwi. Poczuć skrajna nienawiść, prowadząca do śmierci a potem wskoczyć do euforii i tak długo pompować swoje myśli, coraz szybciej i szybciej, mocniej, do utraty tchu, do utraty świadomości. Zrobić transfuzje adrenaliny i „wystrzelić się w kosmos”. A na koniec palnąć sobie w łeb. Otwieram oczy…Ale powiem wam coś. Już parę stanów zaliczyłem i żadnego z nich nie kontrolowałem. A nawet jednego „debla”. To było dawno, ale pamiętam to w szczegółach. Nie byłem w stanie poruszyć powieką. Myślę o tym
coraz częściej. Widziałem teledysk Lady Gaga „Bad romance”. Jest tam coś, co „zasysa” mnie. Co to jest życie? Open your eyes… Cdn.


no name

Coma, Napalm Death, Lady Gaga. Riverside, Schiller, Liquid Tension Experiment. Totalnie różne, skrajnie odmienne style muzyki nieprawdaż? Ależ oczywiście, „nie da się” słuchać tego wszystkiego, trzeba się określić czy jest się „metalowcem” czy innym „szufladkowcem” i z uporem maniaka, niczym koń w kieracie człapać wyznaczoną ścieżka. Pierdoli mnie to. Mam ok. 300 płyt bardzo ciężkiej muzy. Czy to coś znaczy? Jak dla mnie, znaczy tyle, że mam te 300 płyt i nic więcej. Znajduje w każdym z tych wykonawców taką Kosmo-brzytwe 666, która jeśli „otwiera się” to potrafi pochlastać mój ośrodek odbiory bodźców słuchowych. Jak ja uwielbiam zdewastować mój mózg za pośrednictwem muzy. To graniczy z obłędem. Ale tą szczególna przypadłość chce pielęgnować i pogłębiać. Jak da się zauważyć ludzie boja się inności i często jej nie akceptują, próbując zepchnąć ją gdzieś na margines. Ja ją uwielbiam i karmie się nią bez opamiętania. Czy jestem obłąkany? Hmm…A gówno mnie to obchodzi… Jasna siłaaaaaaaaaaaaaaaaaa… utraconaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa… ooooooooooooooooooooooooooooooooooaaaaaaaaaaaaaaaaaasuuuuuuuuua… dopiero teraz wiem jak nisko upada kto nie wypełnił swego czasu w pokorze…. mogę pełzać, to nie ma znaczenia….


…jak baran

Początek maja,noc.Dawno nie pisałem. Bynajmniej nie dlatego, że nie mam o czym. Przemyśleń jest wiele. Projekt zakończony, cel osiągnięty, w drodze ku…Ludzie oglądający projekt pytają” ile jest warty?”…nie wiem..
Ale spytam się Was. Ile kosztuje doprowadzenie siebie na skraj wyczerpania fizycznego i psychicznego? Ile kosztuje utrata czucia w opuszkach kilku palców? Ile kosztuje 4-ro miesięczny trans i zerwany kontakt z rzeczywistością? To jest cena jaką zapłaciłem za Kruka. Kasa to nic. Cyfry. Patrzę wstecz i prawdę mówiąc nie pamiętam jak on powstał. Każdy dzień i każda noc zlała się w jedną całość, pełną łez, bólu i zaciśniętych pięści. I choć był czas, gdy ręka odmówiła współpracy i musiałem wspomagać się farmakologią, warto było. Mimo wszystko kocham to. Kocham to, bo to jest mój świat. A ten wtorek, parę minut po 13-tej, gdy Reven ożył jest nagrodą najlepszą za ten wysiłek. Uparty jak…


Zbawiciele

Czerwiec. W kraju powódź- nie obejmuję tego wyobraźnia. Koszmar ludzi. i gadające pyski wyzierające z ekranu telewizora, kampania, bleee… gówno. W warsztacie dużo pracy. Lecz pierwszy raz poczułem znużenie i niechęć do zabawy klockami. To pewne zdarzenie miało ten skutek. Nie chce o tym myśleć, choć przychodzi mi to z wielkim trudem. Po raz kolejny przegrałem z sobą kosztem obcego. Debil.Dałem się wciągnąć w grę emocjami, wiedząc, że mogę zrobić sobie krzywdę. I zrobiłem ją sobie. Kurwa mać. Proszę cię Pawlos, opamiętaj się i nie rób tego więcej! Pozwól by tamten, naiwny i głupiutki człowiek pełen wiary w jednostkę znikną, zdechł i nigdy więcej nie kradł ci radości z tego co uwielbiasz. Nie pozwól by wrzucał ci czasem paczkę zepsutych konfitur w interesującym opakowaniu… A jeśli już to sam schyl się po soczyste jabłko ale nie bierz w ciemno pięknie zapakowane gówno. Mam w dupie popaprańców co zwą siebie rzetelnymi, kulturalnymi „ludzmi”. Ograniczone jednostki mające za życiowy cel zbawić wszystkich wokół siebie bez względu czy tego chcą czy nie. Jeśli kiedyś zauważę u siebie symptomy zbawiciela to będzie czas by palnąć sobie w łeb. Nienawidzę nim być i nienawidzę jak ktoś próbuje zbawiać mnie. Izoluje się od tych popaprańców, choć czasem nie udaje się to. Musze a w zasadzie chce być bardziej debiloodporny. Stałem się bardziej agresywny intelektualnie, choć czasem odpuszczam bo przecież z wariatami ślepo zapatrzonymi w swoje gówniane zasady nie ma sensu wdawać się w dysputę, tracić czasu i energii. Oni mnożą się w zastraszającym tempie, jeden od drugiego „zasysa” kretynizm i rozsiewa go wokół siebie… Sram na nich. Beeeeee…


Spotkanie z gorylem

Dawno nic nie pisałem.Bardzo dawno.Bynajmniej nie dlatego,że nie ma o czym.Przemyśleń i spostrzeżeń jest mase.Podobno ludzie,którzy coś tworzą mają wyobraźnie i myślę, że coś w tym jest choć z tym można polemizować,ale wyobraźnie jaką posiadają „mordy z telewizora” w przekraczaniu kolejnych granic debilizmu,absurdu i kretynizmu to może im pozazdrościć większość ludzi miniacych sie „ludźmi z wizją”. Moim zdanie tylko im pozazdrościć kreatywności w podnoszeniu coraz wyżej poziomu zidiocenia tej całej hałastry.Całe szczęście,że mam nad nimi władze i mogę zrobić….klik…”Spotkania z gorylem”..goryl-człowiek….hmmm..patrząc w ekran często mam wrażenie że jest wiele „homo no-sapiens” przy których goryl to naprawdę kulturalne i inteligentne stworzenie.Nie mówi ale w porównaniu, z tym bełkotem jaki „Oni” z siebie wydobywają, to jest to jego wielką zaletą.Ps. Czy nie uważacie,że okreslenie Homo sapiens jest w wielu przypadkach dużym nadużyciem i dowartościowaniem? Mi się wydaje ze tak.


Pasożyty

Długo nie pisałem,sam nie wiem czemu.Chociaż jak tak spojrzę na siebie z boku to dochodzę do wniosku, że zagubiłem się w sobie. Gdzieś uciekło mi „ja”.Gdzies „to” znikneło z mojego horyzontu.Na to miejsce pojawiła się jakaś karykatura człowieka,który jest mi całkowicie obcy, bezbarwny,taki bylejaki.Głupi jest on i ja tez chce taki być,taki sam głupi ale na swój sposób,własny wzór.Mój własny prywatny idiota z imienia i nazwiska, z milionem wad i całą tą resztą inteletualnego inwentarza.Bez jakich kolwiek wpływów osób obcych tak samo złych jak ja i tak samo interesownych jak ja.Tak samo wyrachowanych jak ja.Bez wyjątku. Mam w dupie cały ten „koncert życzeń” i spełnianie czyichś zachcianek niczym marionetka tylko po to by komus sprawić chwile przyjemności.By komus dać satysfakcje ,że jestem taki jak sie komus wydaje.Pierdole to!!!!!! Mam tego dość!!!!Jestem chory ale czy bardziej od tych co mnie „leczą?” Nie sądze.Wszyscy ludzie są źli i chorzy.Na władze na pieniądze na miłość na nienawiść.Problem w tym,że rzeczywistość jest piekna tylko my jesteśmy złem tego świata,dewastatorzy rzeczywistości i siebie wzajemnie.A tym czasem,borem lasem…..”….wszystko i wszyscy są winni moich niepowodzeń w życiu – klasyczne podejście do życia i problemów.Ja jestem taki piekny i nieomylny człowiek a wszyscy sa tacy źli…” bleeeee…..Bez komentarza.A ja to mam w dupie.W głupiej dupie.


Chodzić by…

Chodzę.Wieczorami.Nocą rzadziej,chce tego.Noga za nogą krok za krokiem. Bez oczu chciałbym chodzić, lecz nie potrafię, tak mechanicznie. A w głowie czasami uciekam,coraz rzadziej ale czasem bywa.Ostatnio była dziura.Krok za krokiem, jak robot bez emocji,bez strachu.Do czasu. Przemkną z prędkością strzały lęk.On jest gorzki.Gorzki jak……Chodzę i chcę to robić i nigdy więcej nie stanąć,gdy umysł chcę pędzić i daje znak, że czas ruszać.Na chwile zagubiłem się,zabrakło perspektywy,chwili refleksji nad tym co robię.To już zmieniło sie, Zrozumiałem znak i już idę. Powoli znajduję znajome tylko sobie rejony równowagi.To trudne ale za chwilę poczuje je bardzo intensywnie.Tego chce i tak zrobię by to sie stało. Wyrządziłem sobie wielką krzywdę ale już zrozumiałem w czym tkwi mój błąd.Mój błąd i tylko mój.Teraz ważne jest by wyciągnąć z tej lekcji pozytywne aspekty zaistniałego stanu, by go zrozumieć i zaakceptować.I tak właśnie sie stanie.A wnioski? hmmm…..nie wyciagam bo to tylko zaśmieca umysł.Nic nie zdarza sie dwa razy.Chodzę,coraz głębiej.Chce chodzic by móc latać.

„ Jeśli chcesz żyć szczęśliwie, nie przejmuj się tym, że uważają cię za głupca. „

Seneka


Reset

To była czarna dziura.I byłam w niej dość długo,za długo. Już wylazłem z niej, już jest git.

„ Własną głupotę ludzie zwykli nazywać doświadczeniem. „

Oskar Wilde